środa, 25 kwietnia 2018

Ogień (cz. 2) - ogień jako teofania

W Słowniku Symboliki Biblijnej ogień przedstawiony jest jako tzw. teofania. Chodzi w tym terminie o sposób objawiania się Boga. „Boga nikt nigdy nie widział” (J 1,18), ale pojawiał się za pomocą różnorakich symboli. Jednym z nich również był stworzony przez Niego żywioł ognia. Po raz kolejny okazuje się w tym miejscu, że niepotrzebnie ogień utożsamiamy tylko i wyłącznie z katastroficznymi znaczeniami. Sam Bóg utożsamia się z tym żywiołem i za jego pomocą objawia się człowiekowi.
Po raz pierwszy doświadczył tego Abraham w bardzo ważnym dla niego momencie. Zawierał z Bogiem przymierze i na Jego polecenie przygotował „trzyletnią jałowicę, trzyletnią kozę, trzyletniego brana oraz turkawkę i gołębia” (Rdz 15,9). Zgodnie z ówczesnym zwyczajem Abraham rozciął te zwierzęta na połowę i ustawił naprzeciw siebie. Wtedy Pan Bóg objawił Abrahamowi losy narodu, który powstanie z jego rodziny, a następnie pojawił się nagle ogień, który przeszedł pomiędzy rozciętymi połowami zwierząt. Normalnie między tymi połowami, na znak zawarcia przymierza, przechodził człowiek. Pan Bóg za pomocą ognia objawił swoją obecność i zawarł przymierze z Abrahamem. Nie było to jednak ostatnie objawienie z wykorzystaniem ognia. 
Kolejną osobą, która doświadczyła czegoś podobnego, był Mojżesz. Znana jest nam dobrze scena z krzakiem gorejącym, który się nie spalał (Zob. Wj 3). Po raz kolejny to ogień stał się znakiem obecności Bożej. Przy tym spotkaniu Mojżesz został przez Boga powołany na wybawcę Narodu z niewoli Egipskiej. Za życia Mojżesza miało miejsce również jeszcze jedno wydarzenie z udziałem żywiołu ognia. Było to na górze Synaj, kiedy otrzymał od Boga Dekalog. Również wtedy wszyscy wkoło zobaczyli, jak Bóg pojawia się w ogniu, który wywołał kłęby dymu (zob. Wj 19,18).
W mistycznej wizji Ezechiela ogień ogarnia Boga, który mu się objawia. Coś jakby ogień jest wokół Boga, nad i pod Bogiem i nadaje Mu blask. (zob. Ez 1,27). 
Dlaczego Bóg objawia się właśnie tak? Przecież w innych miejscach daje o sobie znać w sposób łagodniejszy – jak na przykład przez powiew łagodnego wiatru. Dlaczego ogień, który tak bardzo źle nam się kojarzy. Jest kilka powodów.
Ognia nie dotkniesz i nie złapiesz. Znamy starą zasadę z dzieciństwa, żeby ognia nie dotykać, bo się tylko poparzymy. Bóg, mimo że się objawia, ciągle pozostaje tajemniczy i nieuchwytny. Widzimy ogień, ale nie możemy go uchwycić ani dotknąć. Stąd i my możemy cieszyć się tym, że dostrzegamy Bożą obecność w naszym życiu, ale musimy zarazem pogodzić się z tym, że to tylko namiastka z całej Jego tajemnicy, która ciągle pozostaje dla nas nieuchwytna. Dobrze jest oczywiście poznawać i odkrywać coraz więcej, ale potrzeba ostrożności, aby w swojej nadgorliwości niepotrzebnie się nie sparzyć. Nie wszystkiego za życia dotkniemy i nie wszystko uchwycimy w tym, co dotyczy Pana Boga. 
Ogień zapala. Bóg również pojawia się, aby zapalić człowieka. Świeca bez ognia jest bezużyteczna. Dopiero zapalona spełnia swoje zadanie. Dlatego Bóg pojawia się pod postacią ognia, aby człowiek, niczym świeca, zapalił się do świętego życia. Bóg nie objawia się dla samego objawiania się. Dzieje się to zawsze z jakiegoś powodu. Z Abrahamem zawierał przymierze, Mojżesza powoływał, podobnie Ezechiela. Tak samo i nam pokazuje się pod postacią ognia, aby nas zapalić do nowego życia. Wymownym znakiem mogą być w tym względzie zapalone podczas Eucharystii świece. To oznacza właśnie Bożą obecność, ale która objawia się po to, by nas zapalać, o ile na to pozwalam. Inaczej pozostaje bezużyteczny, jak bezużyteczna jest świeca bez ognia. 
W Hbr 12,29 czytamy: „Bóg nasz bowiem jest ogniem pochłaniającym”. Ten ogień również podpala. Bóg objawia się, aby pochłonąć wszystko, co jest Jego przeciwieństwem. W taki sposób pochłonął Sodomę i Gomorę. Te grzeszne i do cna zdeprawowane miasta zostały pochłonięte przez ogień. Również i w nas wszystko, co nie jest Bogiem, zostaje pochłonięte przez Jego ogień, jeśli tylko dajemy się zapalić. Tu może pojawiać się w nas sporo lęku i obaw. Może właśnie dlatego tak niechętnie myślimy o Bogu, który objawia się pod postacią ognia, bo ten żywioł nieujarzmiony rozprzestrzenia swój płomień i niszczy. Boimy się, że przestaniemy mieć kontrolę nad sobą, jeśli tylko pozwolimy się zapalić tym ogniem. Boimy się pochłonięcia przez ten Boski ogień Jego obecności i objawienia. To jednak pokazuje, jak bardzo potrafimy być przywiązani do swojego sposobu życia i funkcjonowania. Może nawet pokazywać, jak bardzo jesteśmy przywiązani do grzechu, którzy Bóg właśnie tym ogniem chce w nas wypalić. Boimy się Boga jak ognia i uciekamy od Niego zamiast, jak Mojżesz do gorejącego krzaka, zbliżyć się i wejść w relację. Póki żyjemy, mamy czas na to, aby do tego się przekonać. Patrząc na koniec Sodomy i Gomory, pamiętajmy jednak o konsekwencjach przywiązania do życia grzesznego i braku nawrócenia ani nawet braku próby nawrócenia. 
Bóg posługuje się ogniem, aby zaznaczyć swoją obecność. Czy pozwolę się od niego zapalić? To jest ogień, który mogę, a nawet powinienem dotknąć. Tylko czy to zrobię? Decyzja jest po mojej stronie… jak zawsze!