sobota, 30 lipca 2016

ProtoEWAngelia

W zasadzie to wyprzedziłem w ostatnim rozważaniu teologię chrześcijańską... według niej pierwszą Ewangelią jest zapowiedź ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, która zawarta jest właśnie w Księdze Rodzaju. Słyszy ją wąż po tym, jak udało mu się doprowadzić ludzi do grzechu. Przysłuchują się temu również Adam i Ewa. 
"Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3, 15).
To właśnie Ewa wdała się w ten dialog, który doprowadził do upadku. Bóg jednak nawet z błędu i grzechu człowieka potrafi wyprowadzić dobro. Nie znaczy to, że nic złego się nie stało. Adam i Ewa poczuli konsekwencje grzechu, zobaczyli swoją nagość, stracili raj, ale nie utracili nadziei. Sam Bóg ją w nich zachował. 
Z potomstwa Ewy wyszedł w kulminacyjnym momencie dziejów Jezus Chrystus. To On zmiażdżył głowę szatana przez swoją śmierć i zmartwychwstanie! To On jest spełnieniem nadziei zachowanej przez Boga.  
Czyż to nie jest fascynujące, że ta walka dobra ze złem jest już przesądzona? Jakaż to wielka nadzieja dla mnie, kiedy pomyślę, że mój upadek to nie przegrana wojna, ale tylko bitwa. Oczywiście, to nie sprawia, że mogę spocząć na laurach. Wróg ciągle oblega moje serce i nie spocznie do końca. Ja jednak, będą w bliskiej więzi z Ojcem, nie muszę się bać. Kiedy staję do walki, ubrany w zbroję Bożą, mając po prawicy przyjaciela Jezusa, Syna Króla Niebieskiego, mogę być pewien zwycięstwa. A nawet kiedy ja upadnę w walce, On stoi nadal i broni mnie własnym ciałem do momentu aż znów wstanę do dalszej walki. 
Bóg przynosi w tym jednym zdaniu motywację do tego, aby powstawać. Myślę, że nie bez przyczyny też dane mi jest to pisać w dniu, kiedy się wyspowiadałem. To moment kluczowy, gdy Bóg podnosi mnie i dodaje na nowo motywacji do działania, do miłości i do wiary w ostateczne zwycięstwo. 
Przyglądam się wielu ludziom i słucham, jak dzielą się swoimi przegranymi. Smuci mnie, że wielu z nich nie widzi, jak wielka walka toczy się o ich życie. Zastanawia mnie, jak to się stało, że wielu uwierzyło w ostateczną przegraną? Martwi mnie, że jeszcze dla tak wielu ta walka o ich życie jest obojętna. Pozwalają przez to, aby przeciwnik miażdżył więcej niż piętę w ich życiu. 
To jednak wyzwanie dla nas, którzy wiemy, że w mocy Chrystusa możemy miażdżyć głowę węża. Tym bardziej, w świadomości tego, kim jesteśmy, powinniśmy wychodzić na front i podnosić upadłych w walce. Tym bardziej, stąpając po wężach i skorpionach, powinniśmy iść do ludzi pozbawionych nadziei i wlewać ją na nowo w serca, przypominając, że Jezus już ostateczną walkę zwyciężył za nas.
 Ewa usłyszała protoEWAngelię. Dzięki niej dotarła ona również do mnie i do ciebie. W Bogu już jesteśmy zwycięzcami! A zatem, do walki!

wtorek, 19 lipca 2016

Pierwsza EWAngelia

U boku mężczyzny Bóg postawił kobietę. Mówi: "nie jest dobrze, by człowiek był sam" (Rdz 2, 18). To jest pierwsza EWAngelia, jaką możemy przeczytać w Biblii. EWAngelia - czyli dobra nowina związana właśnie ze stworzeniem kobiety - Ewy (bo tak ją nazwie potem mężczyzna w Rdz 3, 20). Pierwsze przesłanie, jakie Bóg przynosi nam przez stworzenie Ewy jest bardzo poruszające - "nie chcę, abyś był sam!". 
Tu chodzi o coś głębszego niż tylko o relację mężczyzn do kobiet. Chociaż w tej relacji możemy najbardziej tego doświadczyć. Tego zawsze zazdroszczę małżeństwom. Oni mogą najbardziej na płaszczyźnie ludzkiej doświadczyć ratunku wobec chorobliwej samotności.
Każdy jest bowiem narażony na chorobliwą samotność. W taką samotność niestety wielu z nas samodzielnie się wpędza. Wielu z nas wpędza również drugi człowiek, a także zły duch, wmawiając, że tak będzie bezpieczniej i lepiej dla każdego. Wobec tego kłamstwa staje Pan Bóg i mówi - "nie jest dobrze, by człowiek był sam".
Wielokrotnie spotkałem się już z ludźmi, którzy chcieli uciekać przed innymi. Doskonale rozumiem ich powody - nieraz głębokie zranienia, nieporozumienia, nadużycie zaufania, zdrady, zniesławienia, wykorzystanie seksualne, emocjonalne i finansowe i wiele innych, równie trudnych powodów. Tacy ludzie właśnie w samotności widzieli swój ratunek. Nie rozumiem jednak tak głębokiego zamknięcia się w chorobliwej samotności!
Bóg zaprasza każdego z nas do tego, abyśmy z niej wychodzili! Przede wszystkim zaprasza nas do osobistej, bliskiej relacji z Nim. Więcej! Sam wychodzi nam naprzeciw i staje się człowiekiem w Jezusie Chrystusie! To jest dla mnie najbardziej poruszająca prawda Wcielenia! Bóg wychodzi naprzeciw mojej samotności i staje się człowiekiem. Wchodzi w dzieje świata, doświadcza tych samych spraw, trudności, problemów (oprócz grzechu). Oddaje swoje życie i zmartwychwstaje, aby być jeszcze bliżej... w moim sercu już na zawsze. Co jeszcze mógł dla nas zrobić Pan Bóg? Ciągle możemy zbliżać się do Niego, Jego serce pozostaje otwarte na każdego z nas. Modlitwa jest środkiem do tego, aby to zrobić. Papież Benedykt powiedział: "Kto wierzy, nigdy nie jest sam". Bóg zawsze jest przy nas! 
W jaki sposób Bóg chce wyciągać nas z chorobliwej samotności? Przede wszystkim przez drugiego człowieka, poprzez budowanie relacji między ludźmi. Niejednokrotnie zdarza się przecież, że w kryzysach, które przeżywamy nagle pojawia się drugi człowiek - mąż, żona, brat, siostra, rodzicie, ksiądz, przyjaciel, wspólnota... pojawiają się idealnie na ten moment, gdy tego najbardziej potrzebujemy. To właśnie drugi człowiek może wyciągnąć nas z chorobliwiej samotności. Jeśli widzisz, że taka ci doskwiera - szukaj kontaktu z drugim człowiekiem! Nie odcinaj się od innych - od współmałżonka, od rodziny, od przyjaciół, od wspólnoty. To w nich leży twoja pomoc! Wiem, że zranienia mogą przychodzić z niektórych miejsc, o których piszę... ale niemożliwe jest, aby przychodziły ze wszystkich naraz... a nawet jeśli, to raczej problem nie leży w nich, tylko we mnie!
Ewa została stworzona jako pomoc dla mężczyzny, który przeżywał rajską samotność. Przyszła mu z pomocą, przyniosła mu radość, pokój. Odtąd mężczyzna mógł z nią dzielić swoje sprawy. Również i nam Bóg przychodzi z pomocą w drugim człowieku. To właśnie w relacjach między nami możemy odnaleźć to, czego nam tak bardzo brakuje. Dlatego warto modlić się i dziękować za wszystkie relacje, jakie mamy między sobą. Relacje popsute i chorobliwe warto zawierzać Bogu i prosić o ich uzdrowienie. Nigdy jednak przed ludźmi nie uciekajmy i nie dajmy się wpędzić w chorobliwą samotność. Nasza nadzieja leży zupełnie gdzie indziej i to o niej mówi nam Pan Bóg w stworzeniu kobiety obok mężczyzny - "nie jest dobrze, by człowiek był sam".