sobota, 26 marca 2016

Wielka Sobota – wielkie NIC

Gdyby nie święcenie pokarmów to w zasadzie nic się nie dzieje w kościele… tylko cisza, adoracja… wszyscy czekają tylko na Wigilię Paschalną. Można więc śmiało powiedzieć, że Wielka Sobota to takie wielkie NIC. Nic się nie dzieje…
Jezusa jak najszybciej zdjęto z krzyża i pochowano w grobie, aby nie naruszać spoczynku szabatu. Wszyscy najbliżsi Jezusa zachowali ten przepis prawny i przeżywali szabat. Jak musiał wyglądać ten pierwszy poranek bez Jezusa? Nie usłyszeli Jego głosu, nie zobaczyli Jego uśmiechu, nie wysłuchali żadnej Jego przypowieści, nie zobaczyli cudu… jak się odnaleźć w czymś takim?
Te wielkie NIC jest nam wszystkim potrzebne! Choć przez chwile możemy wczuć się w to, jak wygląda świat bez Jezusa:

Niepewność
Indyferentyzm
Ciemność

NIEPEWNOŚĆ – bo czego teraz być pewnym. Do tej pory wszystko mogli zobaczyć, doświadczyć bezpośrednio, a teraz Jezusa już nie ma pośród nich. Zostały jedynie Jego słowa, zapewnienia, że zmartwychwstanie. Niepewność jednak pozostaje: czy to prawda? Czy faktycznie to się stanie? Co będzie jutro, pojutrze... ?

INDYFERENTYZM – czyli obojętność, bierność, pasywność. Bo jak tu teraz się angażować? Dopóki Jezus był, to zachęcał, wysyłał – wtedy było warto. A teraz? Lepiej chyba dać sobie spokój. Lepiej się teraz nie wychylać, bo jeszcze skończę podobnie…

CIEMNOŚĆ – przecież Jezus był Wschodzącym Słońcem. Tak nazwał Go Zachariasz. Jezus sam o sobie powiedział, że jest Światłością świata. Teraz nie ma Go pośród nas. Zgaszono to Światło, a tam, gdzie nie ma światła, jest ciemność. Niektóre dzieci boją się ciemności. Ciemność wywołana odejściem Jezusa przeraża bardziej.


Dzisiaj jest dzień, aby zmierzyć się z owym wielkim NIC. Dopuścić do siebie te uczucia, które z pewnością towarzyszyły przyjaciołom Jezusa. Przecież my też nimi jesteśmy! Warto więc zadać sobie pytanie: jak wyglądałby mój świat bez Jezusa? Jak ja bym wyglądał, zanurzony w wielkim NIC. Pamiętaj jednak, że robisz to po COŚ i by spotkać KOGOŚ… a o tym niebawem.

piątek, 25 marca 2016

Wielki Piątek – wielkie DOBRO

Niedawno na facebooku zobaczyłem ciekawy filmik. Zadawano dzieciom pytania dotyczące Jezusa, Jego życia i śmierci. Przejmujące jest zawsze dla mnie to, w jak szczery sposób dzieci odpowiadają na tematy nieraz dla nas oczywiste. Filmik był w języku angielskim i padło tam zdanie dotyczące Wielkiego Piątku. Po angielsku dosłownie tłumacząc mówi się o „DOBRYM PIĄTKU” (ang. Good Friday). To mnie zaintrygowało… co w tym dniu takiego dobrego? Po ludzku patrząc ten dzień nic dobrego w sobie nie ma: niesprawiedliwość, obłuda, kłamstwo, śmierć, ból, żal, łzy, smutek… co dobrego było na ostatniej drodze Jezusa? On sam! Ten jedyny Piątek w roku jest dobry tylko dzięki Niemu! Jezus jest tak dobry dla nas, że bierze to, co wymieniłem powyżej na siebie, abym mógł być wolny. Tylko On był w stanie to zrobić, tylko On!
Występuje więc tutaj paradoks – w tym dniu pozbawionym jakiegokolwiek dobra, dokonuje się największe dobro dla nas i całego świata. Idąc za wczorajszą myślą, nie chcemy tylko wspominać, że coś takiego stało się dawno, dawno temu. Nie! Wręcz przeciwnie, to my idziemy za Jezusem drogą krzyżową, to my świadomie wkraczamy w Dobry Piątek. W jakim miejscu dzisiaj będziesz: z dala czy z bliska, pośród oprawców czy tłumu gapiów, przy Maryi czy przy żołnierzach dzielących szaty? Znajdź swoje miejsce na drodze krzyżowej i nie wstydź się powiedzieć o nim Jezusowi. On doskonale wie, gdzie jesteś i nie potępia cię za to.

Ostatnio chodzi mi bardzo po głowie piosenka: „Jesteś dobry! Dla mnie zawsze Twoja łaska na wieki trwa”. Choć ten dzień nie nastraja aż tak mocno do radosnych śpiewów, to myślę, że przytoczone słowa mogą stać się dobrą modlitwą na ten moment. Jak dobry jest Jezus dla nas! Jest tak dobry, że bierze krzyż na swoje ramiona, niewinny umiera za winnych, święty ginie za grzeszników, dobry za niedobrych. Wyświadcza nam wielkie dobro na krzyżu! To już coś więcej niż przejście przez Morze Czerwone. To już coś więcej niż wyjście z niewoli egipskiej. Tutaj, w czerwonym morzu Krwi Zbawiciela, utopiła się potęga śmierci i zła. Tutaj wyprowadza nas z niewoli piekła i szatana. Łaska płynąca z krzyża trwa na wieki. Zbliż się więc do niego dzisiaj z ufnością i ucałuj ze czcią, aby zaczerpnąć dobra na ten dzień i na całe swoje życie.

czwartek, 24 marca 2016

Wielki Czwartek - wielkie TERAZ

Rozpoczynamy dzisiaj Triduum Paschalne. Wszystko nabiera teraz niezwykłej intensywności, stąd też potrzeba naprawdę czułego nastawienia naszych uszu, umysłu i serc na to, co będziemy przeżywać każdego dnia na liturgii w Kościele. Symbolika i przekaz jest przebogaty, dlatego warto ten czas jak najlepiej wykorzystać.

W tym roku miałem okazję w sposób wyjątkowy wejść w czas Wielkiego Tygodnia. W Miejskim Domu Kultury w Katowicach-Bogucicach przeżyłem Sederowy Wieczór Paschalny, organizowany przez Fundację "W Jedności". Na to spotkanie przyjechał specjalnie zaproszony gość, Żyd Mesjanistyczny (wierzący w Jezusa jako Syna Bożego), który wyjaśniał przebieg żydowskiej wieczerzy paschalnej. Taką wieczerzę przeżył Jezus ze swoimi uczniami przed swoją męką. Wiele czynności podczas wieczerzy przetrwało do dzisiaj w naszej Eucharystii, dlatego tym bardziej ten czas był dla mnie wielkim ubogaceniem.

Zatrzymując się nad tajemnicą Wielkiego Czwartku chciałbym dotknąć tylko jednej sprawy, która łączy Eucharystię i żydowską Paschę. Wydaje się, że to tylko jedna rzecz, ale jest bardzo fundamentalna. Ona rzutuje w zasadzie na wszystkie inne elementy i przeżycia związane z Triduum.

Naród Wybrany podczas Paschy wspominał wyjście z niewoli Egipskiej. Pan Bóg nakazał zresztą, aby na pamiątkę tego wydarzenia spożywali właśnie tę wieczerzę w ustalonym porządku każdego roku. To, co mnie zaskoczyło w słowach Żyda Mesjanistyczego, prowadzącego Sederowy Wieczór Paschalny, to stwierdzenie, że dla Żydów Pascha nie była zwyczajnym wspominaniem. To nie jest tylko przypominanie czegoś z przeszłości; czegoś, co jest już tylko za nami. To nie było tylko samo wspomnienie, że kiedyś wyszli z niewoli. Żydzi obchodząc Paschę często powtarzają: "my teraz wychodzimy z niewoli; my to właśnie teraz przeżywamy razem z naszymi przodkami". Nie wiem, czy potrafimy wyczuć tę subtelną różnicę. Ona jest jednak bardzo istotna. Kiedy wspominam, że byłem dzieckiem, to wiem, że już dzieckiem nigdy nie będę. Lata lecą nieodwracalnie. Natomiast, kiedy staję do przeżywania liturgii, to jest zupełnie inaczej. Tak jak Żydzi mówią o tym, że właśnie wychodzą z niewoli, gdy spożywają Paschę, tak my stajemy się w Eucharystii uczestnikami Ostatniej Wieczerzy. Teraz siedzimy pośród Dwunastu, teraz jesteśmy przy Jezusie tak samo jak oni. To, co się dzieje na Eucharystii, działa również teraz na nasze życie. Słowa, które Jezus wypowiada, dotyczą mnie osobiście teraz. To teraz mnie daje swoje ciało, które za mnie będzie wydane; krew, która za mnie będzie wylana. W Wielki Czwartek jest to szczególnie podkreślone przez pewien dodatek wypowiadany podczas konsekracji. Warto zwrócić uwagę na wypowiadane słowa: "...to jest dzisiaj". Padają one jeden raz i mogą umknąć naszej uwadze. Te słowa jednak uświadamiają nam, że dzisiaj przeżywam z Jezusem Ostatnią Wieczerzę, że jutro pójdę z Nim drogą krzyżową. że złożę Go do grobu, a wkrótce będę się radował spotkaniem ze Zmartwychwstałym.

To, o czym mówię, teologia nazywa: "wspominaniem uobecniającym". Jan Paweł II napisał, że w Eucharystii dokonuje się "tajemnicza równoczesność". Równocześnie jesteś w kościele parafialnym w Wielki Czwartek 2016 roku i równocześnie stoisz przy Jezusie w dniu Jego Ostatniej Wieczerzy w I wieku. Niewiarygodne, prawda? Jak to wyjaśnić? Nie ma na to wyjaśnienia! W to możesz tylko uwierzyć! Życzę każdemu na progu Triduum, aby przeżył to spotkanie z Jezusem właśnie w takim duchu i czerpał owoce, które przynosi nam Zbawiciel w tym czasie.

sobota, 5 marca 2016

Czynności Boga (cz. 6) - błogosławić

Ostatni czasownik przypisany Bogu to błogosławić. Jest użyty dwukrotnie (Rdz 1, 22. 28). W trakcie stworzenia na słowo Boga powstają zwierzęta wodne i powietrzne. Zostają one przez Boga pobłogosławione tak, aby rozmnażały się i zapełniły środowisko, do którego je Bóg przeznaczył. Ciekawostką (póki co, nie do wyjaśnienia dla mnie) jest to, że Bóg nie błogosławi reszty stworzonych zwierząt. Błogosławieństwem objęte są jedynie ryby i ptaki... może ktoś znajdzie na to jakąś odpowiedź.

Drugie błogosławieństwo natomiast obejmuje natomiast ludzi, którym również Bóg poleca rozmnażanie się, zaludnianie ziemi, ale też dodatkowo daje im panowanie nad zwierzętami - zarówno pobłogosławionymi i niepobłogosławionymi. Człowiek otrzymuje w błogosławieństwie panowanie nad stworzeniem.

Gdy zacząłem wnikać w biblijne znaczenie błogosławieństwa, odkryłem skarb, który narazie ledwo co ogarniam. Dlatego całości tego znaczenia tutaj nie opiszę, ale zatrzymam się jedynie na pierwszym i podstawowym znaczeniu tego czasownika. 

Błogosławieństwo po łacinie brzmi "bene-dictio", co dosłownie można przetłumaczyć "dobrze mówić". Jest to zatem nie tylko dostrzeganie w kimś dobra, ale też mówienie o nim, wyrażanie tego odkrycia na zewnątrz. Bóg pokazuje jednak, że błogosławieństwo idzie dalej... nie jest tylko dostrzeganiem dobra, nie jest tylko mówieniem o kimś dobrze, ale jest ofiarowaniem konkretnego dobra. Co nim jest? Płodność, zdolność do przekazywania życia - i dosłownie, i w przenośni. Dosłownie bowiem ludzie i zwierzęta są zdolni przekazywać dalej życie i w ten sposób współpracują z Bogiem w dziele stworzenia. W przenośni jednak człowiek może też przekazać innym chęć do życia właśnie w tym, że będzie błogosławił (dobrze mówił) innym. O tym jeszcze za chwilę...

Wróćmy jeszcze do błogosławieństwa Boga dla nas. Darem, który otrzymuje człowiek jest również panowanie nad resztą stworzenia. Otrzymujemy więcej niż reszta, zostajemy postawieni wyżej w hierarchii ze względu na ten dar. To nas czyni odpowiedzialnymi, ale też zdolnymi do tej odpowiedzialności, aby uszanować to, co nie jest dziełem naszych rąk. W tę zdolność wyposaża nas sam Pan Bóg.

Boże błogosławieństwo, które Bóg wypowiada nad nami, jest wyrazem Jego hojności.  Deszcz użyźniający glebę pochodzi z hojności Pana Boga. Słońce i piękna pogoda pochodzi z hojności Pana Boga. Nowe życie, które przychodzi na świat dzięki miłości rodziców pochodzi z hojności Pana Boga. Twoje i moje życie, każdy nowy dzień, pochodzi z hojności Pana Boga. Bóg błogosławi nam - jest hojny do tego stopnia, który przekracza nasze wyobrażenia. Dlaczego? Ponieważ w nas pokutuje myślenie, że na hojność trzeba zasłużyć! My natomiast nic nie zrobiliśmy, aby się urodzić; aby żyć... to jest darem, to jest wyrazem hojności z drugiej strony, to jest wyrazem błogosławieństwa. To jest Dobra Nowina! Nasze życie jest hojnością Boga dla tego świata! Nasze życie jest owocem Jego błogosławieństwa! On widzi w nas dobro, mówi o nim i obdarowuje nas dobrem poprzez to, że żyjemy.

Boże błogosławieństwo stoi w opozycji do przekleństwa. Tutaj wychodzi na wierzch pierwszy grzech, który popełniliśmy... grzech rajski. To on ściągnął Boże przekleństwo na ziemię. To on nas pozbawił raju, ale i tutaj objawiła się prawdziwa natura Boga. On tutaj już po raz pierwszy okazał nam miłosierdzie! Prawdziwe miłosierdzie, a nie takie, które jest klepaniem po ramieniu z beztroskim powiedzeniem: "nic się nie stało". Po grzechu Bóg przeklina jedynie węża (Rdz 3, 14) i ziemię (Rdz 3, 17). Bóg nie przeklina nas, choć to my ten grzech popełniliśmy; choć to my to przekleństwo ściągnęliśmy do naszego życia. To mnie szczególnie poruszyło w rozważaniach nad błogosławieństwem. Bóg się z tego nie wycofuje, nawet w obliczu zdrady człowieka! Mógł przecież wycofać błogosławieństwo, ale nie zrobił tego! Oszczędził nas! Oczywiście, ponieśliśmy konsekwencje tego grzechu, ale błogosławieństwa nie wycofał i nie zrezygnował z tego, aby widzieć w nas dobro, aby mówić o nim i by je nam ofiarować. Boże błogosławieństwo jest więc nieodwołalne, o ile chcemy je przyjmować do naszego życia. Jest moment w Biblii, gdzie Bóg mówi: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie..." (Pwt 30, 19). To my wyciągamy rękę po to, czego pragniemy, to nasze wybory sprawiają, czy odwieczne błogosławieństwo aktualizuje się w nas, czy też rezygnujemy z niego na rzecz przekleństwa i jego konsekwencji, jaką jest śmierć, oddzielenie od Boga. Najważniejsze jednak jest to, że błogosławieństwo jest niezmienne i nawet po naszych grzechach możemy je odnowić w sobie przez skruchę i nawrócenie do Boga. On ciągle nam daje taką możliwość i do końca życia nie zamknie jej przed nami.

Bóg jest hojny i wobec tej hojności rodzi się zachwyt: "Bóg daje mi tyle za darmo. Bóg jest tak naprawdę dobry, że to przekracza moje wyobrażenia!" Taki przynajmniej był mój zachwyt... nie wiem, czy masz podobny, kiedy poznajesz znaczenie błogosławieństwa i jego błogosławione konsekwencje. Jednak znowu, jak zresztą za każdym razem, nie możemy zatrzymać się na zachwycie. Skoro jesteśmy na "obraz Boży" (Rdz 1, 27), to znaczy, że i nasze błogosławieństwo może mieć taką samą moc co Boże błogosławieństwo. W Izraelu funkcjonowała modlitwa błogosławieństwa, o niektórych ludziach mówi się, że są błogosławieni. Błogosławienie może stać się wspaniałym i pięknym stylem naszego życia. Mówić o innych dobrze, widzieć ich dobro, wydobywać je na zewnątrz, dostrzegać obdarowanie drugiego człowieka, widzieć też ciągle hojność Boga i opowiadać o niej i włączać ją do naszej modlitwy - to styl życia, który może być i twoim, i moim. Jezus w Kazaniu na Górze mówi o błogosławionych... czyli ludziach, których obdarowanie jest wielkie w konkretnych życiowych postawach... ludziach, którzy są hojni w tej dobroci, którą zostali hojnie obdarowani przez Boga. Tak naprawdę do tego przeznaczony jest każdy, kto idzie za Chrystusem - żyć nieustannym błogosławieństwem i błogosławieniem. Jest to oczywiście zaproszenie, aby zaprzestać jak najszybciej tego, by źle mówić o innych, by plotkować i - co gorsza - przeklinać drugiego człowieka, złorzeczyć mu. Boże błogosławieństwo wypowiedziane nad nami ma swoją moc i konsekwencje. Boże przekleństwo, które ściągnęliśmy na ziemię też ma swoją moc i konsekwencje. Zatem i nasze błogosławieństwo lub przekleństwo skierowane w stronę drugiego człowieka ma swoją moc i konsekwencje. Uważajmy na zbyt pochopne wypowiadanie tego, co nam ślina na język przyniesie. Nawet jeśli nad tym nie zapanujemy i wypowiemy coś złego (natura ludzka jest słaba) to lekarstwem jest natychmiastowe wypowiedzenie błogosławieństwa nad tą osobą.

Można by jeszcze wiele o błogosławieństwie napisać, ale sam muszę to sobie najpierw w głowie i w sercu poukładać. Na dzisiaj niech to wystarczy... błogosławię każdemu, kto czyta ten tekst i kto pragnie iść za Tobą, poznając słowo Boże. Błogosławię też tym, którzy są wobec Ciebie i mnie obojętni lub wrodzy, daj im doświadczyć Twojej hojności teraz lub w czasie, który Ty wybierzesz. Błogosław wszystkim na świecie i nigdy nie żałuj nam swojego błogosławieństwa. Amen.

Błogosławionego dnia! :)