poniedziałek, 25 stycznia 2016

PRZEDMOWA DO KONSTYTUCJI I REGUŁ MISJONARZY OBLATÓW M.N.


Dzisiaj przypada 200 rocznica założenia mojego Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Z tej okazji poniżej umieściłem przedmowę, napisaną przez naszego Założyciela, św. Eugeniusza de Mazenoda. 
(krótka historia na Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_de_Mazenod)

Zachęcam do lektury :) 

            Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, nabyte przez Niego za ceną Krwi, za dni naszych został okrutnie spustoszony. Umiłowana Oblubienica Syna Bożego doznaje ucisku, opłakując sromotne odstępstwo dzieci, którym dała życie. Chrześcijanie, którzy odstąpili od wiary i całkowicie zapomnieli o Bożych dobrodziejstwach, rozgniewali Boża sprawiedliwość swoimi zbrodniami. Gdybyśmy nie wiedzieli, że święty depozyt wiary pozostanie nie naruszony aż do spełnienia czasu, ledwie byśmy mogli rozpoznać religię Chrystusową z pozostałych śladów tego, czym ona była kiedyś. Można więc słusznie powiedzieć, że skutkiem złości i zepsucia chrześcijan naszego wieku, stan większości z nich jest gorszy niż stan pogan, zanim Krzyż starł bałwany.
            W tej opłakanej sytuacji Kościół wielkim głosem woła do sług swoich, którym powierzył najdroższe sprawy swego Boskiego Oblubieńca, aby słowem i przykładem robili wszystko, co w ich mocy, żeby na nowo ożywić wiarę gasnącą w sercach wielkiej liczby jego dzieci. Lecz niestety mało jest takich, którzy idą za tym naglącym wołaniem. Wielu nawet swoim haniebnym postępowaniem powiększa niedole Kościoła i zamiast innych sprowadzać na drogę sprawiedliwości, sami potrzebują, aby im przypominać o ich obowiązkach.
            Widok tego zła poruszył serca kilku kapłanów gorliwych o chwałę Bożą, kochających Kościół i gotowych poświęcić siebie - gdyby było potrzeba - dla zbawienia dusz.
św. Eugeniusz de Mazenod
            Byli oni przekonani, że gdyby udało się uformować kapłanów gorliwych, bezinteresownych, prawdziwie cnotliwych, słowem - mężów apostolskich, głęboko przeświadczonych o konieczności własnej przemiany, którzy ze wszystkich sił pracowaliby nad nawróceniem innych, wtedy można by było żywic nadzieję, że w krótkim czasie uda się na powrót przywieść zbłąkanych ludzi do wypełnienia dawno porzuconych obowiązków. <<Uważaj na siebie i na naukę - pouczał św. Paweł Tymoteusza - trwaj w nich! To bowiem czyniąc i siebie samego zbawisz, i tych, którzy cię słuchają>> (1 Tm 4, 16).
            Jak faktycznie postąpił nasz Pan, Jezus Chrystus, gdy pragnął nawrócić świat? Wybrał pewną ilość apostołów i uczniów, zaprawił ich do pobożności, napełnił swoim Duchem, a kiedy wykształcił ich w swojej szkole, wysłał na podbój świata, który w niedługim czasie mieli poddać Jego świętemu prawu.
            Jak zatem mają postąpić ludzie, którzy pragną pójść śladami Jezusa Chrystusa, swego Boskiego Mistrza, aby odzyskać dla Niego te liczne rzesze, które zrzuciły Jego jarzmo? Muszą rzetelnie pracować, aby stać się świętymi. Muszą iść odważnie tymi samymi drogami, po których przeszło tylu pracowników ewangelicznych, którzy zostawili nam tak wspaniałe przykłady cnoty w wypełnianiu tego posługiwania, do którego oni teraz czują się wezwani podobnie jak tamci. Muszą całkowicie wyrzec się siebie, a troszczyć się jedynie o chwałę Bożą i dobro Kościoła, o zbudowanie i zbawienie dusz. Muszą stale odnawiać się w duchu swego powołania, żyć w stanie ciągłego samozaparcia i wytrwałej woli osiągnięcia doskonałości. Muszą bez przerwy pracować nad tym, aby stać się pokornymi, łagodnymi i posłusznymi, miłującymi ubóstwo, pokutującymi i umartwionymi, oderwanymi od świata i rodziny, pełnymi zapału, gotowymi poświęcić całe swe mienie, zdolności, odpoczynek, osobę i życie  z miłości do Jezusa Chrystusa, w służbie Kościołowi i dla uświęcenia bliźnich. I tak pełni ufności w Bogu mogą przystąpić do dzieła i walczyć aż do ostatniego tchu o większą chwałę najświętszego i najczcigodniejszego Imienia.
            Jak szerokie pole działania! Jak szlachetne i święte przedsięwzięcie! Ludzie giną w zupełnej ignorancji wszystkiego, co dotyczy ich zbawienia. Następstwem tej ignorancji było osłabienie wiary, zepsucie obyczajów i wszelkie występki nieodłącznie z tym związane. Jest to więc sprawa niezmiernie ważna i nagląca, abyśmy to mnóstwo zbłąkanych owiec z powrotem przywiedli do owczarni;  abyśmy pouczyli wykolejonych chrześcijan, kim jest Jezus Chrystus; abyśmy wyrwali ich i mocy szatana i pokazali im drogę do nieba. Trzeba uczynić wszystko, aby powiększyć Królestwo Zbawiciela, a zniszczyć panowanie szatana, zapobiec tysiącom zbrodni, a utwierdzić poszanowanie i praktykowanie wszelkiego rodzaju cnót; nauczyć ludzi, aby postępowali jak istoty rozumne, potem - chrześcijanie, a wreszcie dopomóc im stać się świętymi.
Krzyż i reguła oblacka
            Takie niezmierne owoce zbawienia może zrodzić praca kapłanów, których Pan natchnął pragnieniem połączenia się w stowarzyszenie, żeby skuteczniej pracować nad zbawieniem dusz i własnym uświęceniem, jeśli godnie będą się wywiązywać ze swych obowiązków i święcie wypełniać swoje wzniosłe powołanie.
            Jednak nie wystarczy, że będą przejęci wielkością posługi, do której zostali wezwani. Przykład świętych i rozum wystarczająco dowodzą, że do tego, aby zapewnić powodzenie tak świętemu przedsięwzięciu i utrzymać ład w jakiejkolwiek społeczności, jest rzeczą nieodzowną ustalenie pewnych norm, które by łączyły wszystkich jej członków w jednolitym działaniu i wspólnym duchu. To właśnie stanowi siłę organizmów, podtrzymuje w nich żarliwość i zapewnia im trwałość.

            Z tej przyczyny kapłani owi, poświęcając się wszelkim zbożnym dziełom, do jakich może natchnąć miłość kapłańska - a przede wszystkim głoszeniu misji świętych, które stanowi główny cel ich zjednoczenia się - postanawiają poddac się Regule i Konstytucjom, które są bezspornie właściwe dla zapewnienia im korzyści, jakie przez złączenia się w stowarzyszenie zamierzają osiągnąć dla własnego uświęcenia i zbawienia dusz.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czynności Boga (cz. 4) - oddzielać

Oprócz stwarzania, mówienia, widzenia, Bóg oddziela. Dwukrotnie to słowo odnosi się do Niego samego (zob. Rdz 1, 4. 7) i raz Bóg nadaje takie zadanie stworzeniu dnia czwartego (zob. Rdz 1, 17-18).
Pojawiają się w stworzeniu pewne przeciwieństwa, które wymagają oddzielenia. Bóg decyduje się postawić pewna granicę między jednym a drugim. W pierwszym przypadku chodzi o ciemność i światłość. Warto zauważyć, że z tych dwóch rzeczywistości tylko światłość jest dobra w oczach Boga. Dlatego oddziela ją od ciemności, która wcześniej "była nad powierzchnią bezładu wód" (Rdz 1, 2). Bóg nie godzi się na to, aby się przenikały, nie pozwala aby były pomieszane. Oddziela je od siebie. To znaczy, że są między nimi różnice nie do pogodzenia.
Drugą rzeczą, którą Bóg oddziela, to niebo. Wcześniej był przytoczony już bezład wód. Teraz Bóg wprowadza ład poprzez podział na wody ponad sklepieniem i pod sklepieniem (zob. Rdz 1, 6-7).
W ostatnim przypadku Bóg stwarza jaśniejące ciała, które mają za zadanie wyznaczać podział utworzony na początku między światłem a ciemnością. One nie tylko mają być, ale przede wszystkim świecić w ciągu dnia i w ciągu nocy. Mają być widoczne w jednej i drugiej rzeczywistości. Wyczuwamy doskonale, że chodzi o słońce, księżyc i gwiazdy.
Każdy z nas stawia w życiu różnorakie granice. My też dokonujemy różnych podziałów. Oddzielamy pewne rzeczywistości naszego życia od siebie, aby zachować ład. Nic w tym złego. Wręcz przeciwnie - jest to bardzo potrzebne, aby się rozwijać. Kto zbyt pochopnie pozwala na przekraczanie swoich granic, kto ma pozwala na pomieszanie wartości i przenikanie się wszystkiego ze wszystkim, ten może doświadczyć chaosu. Przychodzą takie chwile, że to poczucie chaosu się nasila; że tego jest już za dużo. Przysłowiowo "cały świat wali nam się na głowę".
Właśnie dlatego przypatrujemy się temu boskiemu czasownikowi - "oddzielać". Stawianie granic i podziału prowadzi do harmonii. Pan Bóg poprzez tworzenie podziałów w stworzeniu zaprasza każdego człowieka do współpracy. Św. Piotr dostrzegł, że ci, którzy uwierzyli w Jezusa, doświadczają nowego stworzenia. Pan Bóg wzywa ich „z ciemności do przedziwnego światła” (zob. 1P 2, 9). Jezus jest światłością świata i tak sam o sobie mówi: „Ja jestem Światłością świata, kto idzie za Mną nie chodzi w ciemnościach (zob. J 8, 12). Każdy ochrzczony już tego doświadczył – fundamentalnego oddzielenia od ciemności i bezładu grzechu pierworodnego. Ten podział jest dalej aktualny, ale wymaga ciągłej aktualizacji. Dlatego potrzeba współpracy. Pan Bóg ciągle wzywa z ciemności do światła; chce nam pokazać granicę między nimi; chce nas maksymalnie oddzielić od ciemności, w którą ciągle możemy wpaść (i zresztą często wpadamy). To wezwanie kieruje zwłaszcza w swoim słowie, które czytane i medytowane ukazuje nam coraz wyraźniej te granice. Poznając je, możemy wspólnie z Nim te granice umacniać, aby być dziećmi światłości – jak pisze św. Paweł (1Tes 5, 5). Jednak nawet, kiedy nam się to nie udaje osobiście, Bóg wkracza ze swoją mocą stwórczą i tego oddzielenia dokonuje. Dzieje się to zwłaszcza wtedy, gdy odpuszcza nam grzechy, które Mu wyznamy; gdy przyznamy się przed Nim do tego, że wybieramy ciemność i chodzimy w niej zanurzeni. Wyznanie Mu swoich win sprawia, że Bóg dokonuje tego samego oddzielenia, jak na początku świata. Oddziela nas – dzieci światłości – od ciemności.
Podział, w wyniku którego powstało niebo z wód nad sklepieniem przypomina o tym, że mamy szukać tego, co w górze. Niektórzy mają taką tendencję, aby na swoje życie patrzeć jak na bezład wód, spowity całkowitą ciemnością. Życie nieraz potrafi nas wprowadzić właśnie w takie myślenie, że na horyzoncie nie widać żadnego przebłysku światła, a nad nami nie ma już żadnego nieba. To jednak jest jedno wielkie kłamstwo i wszyscy o tym wiemy lub przynajmniej to przeczuwamy! Oczywiście złemu duchowi bardzo zależy, abyśmy w to kłamstwo uwierzyli z jakichkolwiek powodów. Bóg natomiast pokazuje bardzo wyraźnie – jest niebo! To niebo jest dla ciebie. To niebo jest oddzielone od całego bezładu wód. Skoro Bóg dokonał tego stwarzając świat, to może tego dokonać w twoim sposobie myślenia. Oczywiście, jeśli Mu na to pozwolisz. Dzisiaj, kiedy to pisze, nie widzę nieba za oknem, bo w Katowicach jest ono całkowicie zachmurzone. Przypomniało mi się jednak, że kiedyś w podobnym dniu powiedziałem komuś: „O! Nie ma słońca”. A ta osoba na to: „jest, tylko go nie teraz widać”. O to właśnie chodzi, aby uwierzyć Bogu na słowo – JEST DLA CIEBIE NIEBO! Nawet jeśli go jeszcze teraz nie widzisz. Jest dla ciebie niebo – bo Ja je oddzieliłem od bezładu wód – mówi Pan Bóg. Ten podział jest niezmienny do końca świata i Bóg zrobi wszystko, abyśmy wszyscy znaleźli się w niebie.
Na koniec pozostaje zadanie. Bóg stwarza słońce, księżyc, gwiazdy i daje im zadanie – świecić w dzień i w nocy, oddzielać jedno od drugiego. To jest właśnie zadanie dla nas – świecić ludziom. Jezus powiedział: "wy jesteście światłem świata" (zob. Mt 5, 14). Mamy świecić tym, którzy sami doświadczają światła – czyli w momentach radości. Mamy tez jednak świecić tym, którzy pogrążeni są w ciemności – czyli w smutku, w grzechu, w zagubieniu, w chorobie. Raz mamy być słońcem, a raz gwiazdą i księżycem. Czy stałem się jednym i drugim? Drugim jest zdecydowanie trudniej. Pomyśl jednak o nocy bez gwiazd i księżyca. Jak ciemna byłaby to noc! Chcesz, żeby ktoś z twoich bliskich w takiej ciemności tkwił, gdy ty doświadczasz światła Bożej łaski? 

sobota, 2 stycznia 2016

Czynności Boga (cz. 3) - widzieć

Bóg widzi i Jego spojrzenie czyni cuda. W Księdze Rodzaju Bóg na koniec każdego dnia stworzenia widział, że to, co uczynił „było dobre” (por. Rdz 1, 4. 12. 18. 21. 25). Bóg nie tylko tworzy świat, ale przygląda się temu, co stworzył i ocenia swoje dzieło. To jest dość istotne… pokazuje po raz kolejny, że Bóg interesuje się tym, co stwarza! Nie mówi sobie: „wyjdzie, jak wyjdzie…”. Wręcz przeciwnie – czuje się odpowiedzialny za to, co tworzy.
Bóg również przygląda się swoim dziełom dlatego, że się nimi cieszy. Kiedy sprzątam pokój i widzę efekt mojej pracy, to lubię nacieszyć się tym widokiem. Staję w progu i przyglądam się temu, co zrobiły moje ręce. To nic złego cieszyć się efektem swojej pracy, dobrze wykonanym zadaniem, świetnie wygłoszoną mową czy kazaniem itp. Bóg patrzy na to, co stworzył i cieszy się tym! Świat przez Niego stworzony jest powodem Jego radości i każdego dnia przygląda się temu pięknu, które sam uczynił.
Kiedy ostatnio zapatrzyłeś się w gwiazdy albo w chmury? Kiedy ostatnio wsłuchałeś się w śpiew ptaków, szum wiatru? Naśladujesz Boga, kiedy masz na to choć chwilę czasu. W Sylwestra o północy byłem zobaczyć fajerwerki przy katowickim spodku. Była wielka scena, masa ludzi, światła przebijające chmury, głośna muzyka. To jednak, co przykuło uwagę ludzi, z którymi tam byłem, to księżyc. Niby nic… ale przecież było tyle innych atrakcji, a oni z radością mówią: „popatrzcie, jaki piękny księżyc”. To jest zaczątek prawdziwej radości w nas, kiedy dostrzegamy i cieszymy się tym, co Bóg stworzył dla nas.
Warto też zadać sobie pytanie o moją odpowiedzialność za stworzony świat. Papież Franciszek wydał ostatnio encyklikę „Laudato si”. Niektórzy dziwią się, po co taki dokument. Też nie rozumiałem, póki nie zobaczyłem zdjęcia zrobionego w jednym z państw Południowej Ameryki. Rzeka pełna śmieci i biedne dzieci, które tam muszą się kąpać. Ktoś może pomyśli: „a co ja mam do tego, mieszkając kilka tysięcy kilometrów od tych miejsc”. Możesz zacząć szanować to, co masz: jedzenie, zużywanie wody czy prądu, środowisko naturalne itd. Możesz uszanować to, czego innym tak często brak. Jesteśmy odpowiedzialni za to, co Bóg stworzył. On przygląda się temu i widzi, że jest dobre. My przyglądamy się temu i też uznajemy za dobre, ale co dalej? Szanujemy to dobro wspólne, czy marnujemy? Korzystając z tego dobra myślimy tylko o sobie, czy pamiętamy o innych?
Kiedy docieramy do końca pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju, to przeczytamy podsumowanie całego stworzenia. Oprócz świata pojawia się również człowiek i po sześciu dniach Bóg „widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Nie dziwi cię, dlaczego nie mówił tak wcześniej? Powiedział dopiero po stworzeniu człowieka… dlaczego? Bo jesteś koroną stworzenia! Bez ciebie świat nie jest doskonały i pełny. To na ciebie Bóg patrzy szczególnie, dłużej niż na świat! To w ciebie i twoje życie wpatruje się najbardziej mówiąc: „to stworzenie nie jest dobre… ono jest bardzo dobre!”. Po raz kolejny Boża czynność jest po prostu miłością. Stwarza z miłości, mówi z miłości, widzi z miłości… To jest Dobra Nowina!
Przypomina mi się w tym miejscu Ojciec Eugeniusz de Mazenod, Założyciel mojego Zgromadzenia – Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Nawrócił się, kiedy spojrzał na krzyż Chrystusa w pewien Wielki Piątek. Widział krzyż, a na nim widział Stwórcę w ludzkim ciele, który umiera za grzeszne i pogubione stworzenie. To był moment przełomowy. Jedno spojrzenie odmieniło całkowicie jego życie. Potem wspominał, że patrząc na krzyż zobaczył swoje własne życie. Zobaczył też swój własny grzech i zagubienie. Na tym się jednak nie skończyło osobiste „widzenie”. Potem zobaczył, że w tym wszystkim Bóg go nie przestał kochać. Św. Eugeniusz po prostu zobaczył, jak Bóg jest bardzo dobry. Zobaczył też, że Bóg patrzył na niego zawsze tak samo – jako na bardzo dobre stworzenie!
Jak ty patrzysz na swoje życie? Wiedz, że Bóg patrzy niezmiennie tak samo. Widzi to, co uczynił – twoje życie (całą twoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość) – i mówi: „to jest bardzo dobre”. Kiedy dzisiaj będziesz patrzeć na to, co cię otacza; na tych, z którymi żyjesz; na krzyż Jezusa; na Najświętszy Sakrament – odkryj w tym spojrzenie Boga w twoją stronę. Podejrzewam, że od ludzi nie zawsze doświadczałeś Bożego spojrzenia. Nawet w tych momentach Bóg nie odwracał oczu! Patrzył wtedy niezależnie, ale niezmiennie. Kiedy przez chwilę uświadomię sobie, że Bóg patrzy na mnie z miłością (nawet teraz, gdy to piszę) – to moje serce zalewa pokój. Masz tak samo?

Patrzę na to rozważanie i widzę, że chyba jest dobre… jeśli tak uważasz, potwierdź to. Jeśli nie, zaprzecz… będę wdzięczny za każdy komentarz.