środa, 9 września 2015

List św. Jakuba

List św. Jakuba jest pierwszym w zbiorze tzw. listów katolickich. Od razu warto powiedzieć, o którego Jakuba chodzi. Na pewno nie jest to syn Zebedeusza, brat św. Jana. Autor tego listu raczej nie należał do grona Dwunastu.

Treść listu przypomina w swojej strukturze zbiór katechez na istotne tematy związane z chrześcijaństwem. Myślę, że każdemu narzuca się pewien konkret i prostolinijność autora w ważnych dla nas kwestiach. To też pomaga, aby zrozumieć to, co powinno wynikać z naszej wiary. 

Niektórzy zarzucali, że autor listu św. Jakuba prowadzi polemikę ze św. Pawłem. Ten drugi napisał w liście do Rzymian, że jesteśmy zbawieni przez wiarę, a tutaj przeczytamy: "Czy [ sama ] wiara zdoła (...) zbawić?" (Jk 2, 14). Może zrodzić się w czytelniku wątpliwość, czy te dwa listy nie wykluczają siebie nawzajem; czy nie ma sprzeczności w słowie Bożym... nic bardziej mylnego. Zbawia nas wiara w Jezusa Chrystusa - to prawda! To jest darmowy dar Pana Boga, który możemy tylko przyjąć, ale nigdy w pełni zasłużyć. Jednak z prawdziwej wiary wynika życie potwierdzone konkretnymi uczynkami. To one prowadzą nas do zbawienia i pomagają też doświadczyć go innym ludziom.  

Warto na to spojrzeć przez pryzmat naszej codzienności. Kiedy doświadczamy od drugiego wielkiego dobra, bezinteresownego i szczerego - to rodzi się pragnienie odwzajemnienia. Dobro rodzi dobro. Często zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy w pełni się odwdzięczyć, ale robimy wszystko, aby choć namiastkę osiągnąć. Na tym właśnie polegają czyny wypływające z wiary. Dar życia wiecznego nas przerasta i nie mamy nic, co możemy Bogu dać w zamian. Pozostaje w nas jednak żywe pragnienie odwzajemnienia. Im bardziej czynimy dobro, tym to pragnienie staje się głębsze i mocniejsze. To napędza nasze życie i rodzi się w nim coraz więcej dobra, a nasza wiara wydaje owoce. Wiemy, że one są w zasadzie niczym wobec Bożego daru, ale to nam nie przeszkadza w czynieniu dobra pomimo wszystko.

Dlatego też św. Paweł i św. Jakub nie dość, że sobie nie zaprzeczają, ale wręcz przeciwnie - uzupełniają się w rozumieniu tego, czym jest wiara i jak wyraża się w praktyce. Oby lektura tej księgi sprawiła w nas bardziej konkretne życie słowem Bożym.


środa, 2 września 2015

Historia Salomona (cz. 6)

W ósmym rozdziale 1 Krl możemy zachwycić się Salomonem. Po przeczytaniu tego rozdziału, nasuwa się stwierdzenie: "co to za wielki i dobry człowiek..." Jego modlitwa za lud, za królestwo to coś wspaniałego. Po tych wydarzeniach Pan Bóg jeszcze raz objawia się Salomonowi (1Krl 9, 1-9) i obiecuje błogosławieństwo, jeśli będzie Mu wierny. Tak też przez wiele lat panowania się utrzymywało. Bogactwo królestwa nieustannie się pomnażało. Sława Salomona rozszerzała się. Inni władcy, jak np. Królowa Saby (1Krl 10, 1-13) podziwiali go i odwiedzali, aby nawiązać z nim przyjazne stosunki. Wszystko wydawało się w porządku.

Jednak ostatnie lata panowania to niewierność Salomona. Rozdział jedenasty mówi o cieniach panowania syna Dawida. Ożenił się z wieloma kobietami innej narodowości (poligamia była obecna w tamtejszej kulturze) i potem zaczął czcić innych bogów. Można powiedzieć: "czar prysł". Jeszcze tak niedawno przemawiał do ludu, że "jedynie Pan jest Bogiem, a innego nie ma" (1Krl 8, 60), a teraz czci Asztartę, Kemosza, Milkoa. Stawia im posągi naprzeciw świątyni. Totalna zmiana... niestety na gorsze.

Niewierność Salomona będzie miała opłakane skutki... królestwo rozpadnie się. Następni królowie będą coraz bardziej brnęli w niewierność względem Boga.

Szkoda, że historia króla Salomona jest się bez "happy end'u". Popatrzcie, jak wiele dobrego można zrobić, jak dobrym i mądrym w ogóle można być, jak wiele pozostawić po sobie... a i tak samemu się zatracić w grzechu. Gdzie szukać powodu tego upadku? W bogactwie? W zbyt dużej odpowiedzialności, która na nim spoczywała? Być może po części tak jest... myślę jednak, że najbardziej przyczyniła się do tego niezdolność do żalu! 

Po tym, jak zaczął czcić obcych bogów, miał znowu objawienie Jahwe (1Krl 11, 9-10). Zakazał mu to robić, ale Salomon dalej robił po swojemu. Błądzić - rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie - to już diabelstwo. Król Dawid po grzechu okazał skruchę przed Bogiem, Salomon nie chciał tego zrobić. 

W listach św. Pawła jest zapisane takie zdanie: "Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł." (1 Kor 10, 12). Nigdy nie można przestać być czujnym. Cały czas niewiele dzieli nas od upadku i grzechu. Nigdy nie będzie tak, że już nic nas nie zaskoczy. Czy to jednak powód do rozpaczy? Nie - Jezus wszystko już odkupił; wszystkie nasze grzechy - nawet te jeszcze nie popełnione - są zmazane. Jednak jeden warunek musimy spełnić - zachować żal za grzechy! Pewnie nie raz jeszcze upadniemy, ale nie przestawajmy żałować. Żal jest oznaką miłości, żal jest oznaką wiary w Boga, żal jest oznaką zaufania Jego miłosierdziu. Jezus to ktoś więcej niż Salomon - bo nawet w obliczu największych pokus pozostał wierny; wierny aż po krzyż; wierny do końca. Pokazał, że można tego dokonać w ludzkim ciele. Nasza historia ma swój "happy end" - Jezus go wprowadził przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. 

Prośmy więc Boga o czujność, abyśmy "ustali na nogach" i wytrwali w łasce do końca naszych dni.