wtorek, 29 grudnia 2015

Czynności Boga (cz. 2) - mówić

Kolejna czynność Boga podana na początku Biblii to „mówienie”. To jest niezwykłe! Bóg mówi! „Wtedy Bóg rzekł: …” (Rdz 1, 2). Co więcej, żadne słowo Pana Boga nie jest puste. Wręcz przeciwnie, ono ma moc stwórczą! Bóg mówi i powstaje: „Niech się stanie światłość! I stała się światłość” (Rdz 1, 3). Nie tylko niebo i ziemia powstały na Jego słowo. Nie tylko lądy, morza, rośliny i zwierzęta, ale także każdy z nas! Nawet autor Księgi Rodzaju pokazuje nam tutaj pewne zniecierpliwienie Pana Boga: „wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka…” (Rdz 1, 26) Tak jakby nie mógł się doczekać, aż wypowie te słowa. Tak jakby tylko i wyłącznie na to czekał.
Pamiętam bardzo dobrze momenty narodzin każdego z moich bratanków i siostrzeńców. Za każdym razem dzwoniła moja mama i mówiła mi o tym z ogromną radością. Słyszałem za każdym razem zniecierpliwiony głos mojej mamy, która po raz kolejny stawała się babcią. Kiedy rodzi się w nas lub wokół nas coś pięknego i dobrego, to od razu chcemy się tym podzielić, powiedzieć o tym drugiemu. Bóg w ten właśnie sposób też chciał się wypowiedzieć. W Jego sercu zrodziła się piękna myśl, aby jedno z Jego stworzeń było podobne do Niego; by było na Jego obraz (por. Rdz 1, 26). Każdy z nas jest najlepszym pomysłem Pana Boga, który zrodził się w Jego sercu i który wypowiedział na głos.
Bóg stwarzając nas nie powiedział jednak ostatniego słowa. Ostatnie z Jego słów jest piękniejsze. Jest ostatnie, a zarazem pierwsze. Wiedział, że jeszcze to jedno słowo musi wypowiedzieć, aby zwieńczyć to, co rozpoczął stwarzając świat i człowieka. To Słowo było na początku u Boga i to Słowo było Bogiem. Gdyby nie to Słowo nic by nie powstało, bo wszystko przez Nie się stało (por. J 1). To Słowo do pewnego momentu było jakby nie wypowiedziane w pełni. Ale ten czas w końcu nadszedł i Słowo stało się ciałem. To Słowo ma ciało, a przede wszystkim ma konkretne imię – to Jezus Chrystus! Odwieczne Słowo Ojca wypowiedziane na głos dla naszego zbawienia. W Jego życiu Bóg opowiedział nam o sobie samym. „Nasz Bóg przybył i nie milczy” – modlimy się w Psalmie (Ps 50, 3). Życie Jezusa Chrystusa jest tego namacalnym dowodem. Bóg w Nim ostatecznie i najpełniej do nas przemówił. To jednak nie wszystko! Jezus Chrystus odtąd „podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1, 3). Jesteśmy zależni od Słowa, którym jest Jezus Chrystus. Gdyby zamilkł choć na chwilę, nie było by dla nas żadnej nadziei. Żadne inne słowo, choćby najpiękniejsze, nie zastąpi jedynego Słowa!
Czy zrodziło się w tobie już pragnienie, aby usłyszeć Słowo? „Na ziemię zsyła swoje orędzie , mknie chyżo Jego słowo” (Ps 147, 15) i nie wróci bezowocne, póki nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 11). Całe twoje życie Bóg Ojciec próbuje się przebić ze swoim Słowem. To naprawdę pocieszające! To jest Dobra Nowina!
O tym, że Bóg przemawia do serca skutecznie, przekonałem się osobiście i to całkiem niedawno. Byłem na rekolekcjach, podczas których zostałem zachęcony, aby wprost poprosić Ducha Świętego, aby do mnie przemówił. Nie za pomocą brewiarza, modlitwy, a nawet Pisma Świętego. Tak po prostu – aby przemówił do mojego serca bezpośrednio. Mieliśmy ponad pół godziny na to, aby w milczeniu oczekiwać na to, co Bóg będzie chciał nam powiedzieć. Siedziałem w swoim pokoju i po ok. 20 minutach ciszy usłyszałem wyraźnie w sercu: „Jesteś chciany!” W tym samym momencie zobaczyłem obraz: moich rodziców trzymających mnie na rękach do chrztu. Po ludzku nic nowego się nie dowiedziałem, ale wyraźnie doświadczyłem innej jakości przekazu. To dotarło wprost do mojego serca! Ja już nie tylko o tym wiedziałem, ja to w końcu przeżyłem – JESTEM CHCIANY! Chciany przez moich rodziców, ale jeszcze bardziej chciany przez Pana Boga!
Wierzę głęboko, że i do twojego serca Bóg chce przemówić. Jeśli więc masz w sobie pragnienie, aby usłyszeć Słowo, pomódl się dzisiaj słowami piosenki Mate.o: „Mów do mnie, Panie, chcę słyszeć Cię, przyjąć od Ciebie co masz dla mnie. Nie chcę się chować, lecz w Tobie skryć. W cieniu Twym, Panie, chcę iść”. Potem jednak zamilknij, ponieważ kiedy mówią dwie osoby naraz, to nikt nikogo nie zrozumie. Ty milcz, a pozwól Bogu przemawiać, tak jak chce przemawiać, a nie jak ty chcesz usłyszeć.

Warto jednak też sięgnąć do dziesięciu słów Ojca i ośmiu słów Jezusa – czyli Dekalogu (Wj 20) i Błogosławieństw (Mt 5). Jak przeżywasz te słowa, przez które Bóg pokazuje styl życia Jego dzieci? Nad każdym z nich się zatrzymaj i skonfrontuj je ze swoim życiem.

sobota, 26 grudnia 2015

Czynności Boga (cz. 1) - stwarzać i czynić


Dziwi mnie myślenie, jakoby Pan Bóg był bezczynny. Wielu ludzi ulega takiemu wrażeniu: „Pan Bóg zrobił swoje i światem się nie interesuje”. Tak jakby ostatni dzień stworzenia – siódmy dzień – stał się wiecznym stylem życia Boga. Jesteśmy dalej w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju. Może zatem, zamiast na całej treści naraz, zajmiemy się samymi czasownikami. Co więcej, czasownikami przypisanymi właśnie Bogu.

Na pierwszy plan wysuwa się słowo „stworzył”. Z czym kojarzy się to słowo? Może z artystą, który tworzy dzieło? Kiedy jednak sięgamy do języków oryginalnych, widzimy znacznie więcej! Po hebrajsku „stworzył” można przetłumaczyć również jako „rodzić”. To daje nieco głębsze znaczenie. Maria Miduch w książce „Biografia Ducha Świętego” trafnie stwierdziła, że inna relacja panuje między artystą a jakimś dziełem (np. obrazem), który stworzył, a inna między rodzicami, których „dziełem” życia jest narodzone dziecko. Każdy z nas czuje subtelną różnicę, jaka tu panuje. Problem, który wskazałem na początku dotyczy właśnie tego – że dla wielu Bóg jest tylko artystą - „malarzem” świata – którego nie łączy z nim żadna relacja. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Bóg jest Rodzicem świata; Rodzicem człowieka! Bóg ma świadomość, że jesteśmy odrębni, tak jak dziecko po urodzenui nie jest już więcej połączone z matką pępowiną. Mimo to jednak relacja pozostaje, ponieważ świat i każdy z nas - wszyscy jesteśmy zrodzeni z Boga. Tylko w skrajnych i dramatycznych przypadkach ludzie porzucają swoje dzieci i nikt nie uważa tego za normalne zachowanie. Naturalne dla nas jest to, że rodzic otacza dziecko czynną opieką. Czemu zatem myślimy, że Bóg jest bierny? Po co zatem by nas rodził?

Innym słowem przypisanym Bogu, podobnym do tego pierwszego, jest „czynić”. Wielokrotnie czytamy, że Bóg coś uczynił (zob. Rdz 1, 7. 16. 25. 26; Rdz 2, 4). Najważniejsze dla nas jest chyba to, że Bóg powiedział: „uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”! Bóg nie czyni byle jak! Każde Jego dzieło jest doskonałe (por. Pwt 32, 4) i niezawodne (por. Ps 33, 4). Doskonałość i niezawodność odnoszą się nie tylko do świata, ale przede wszystkim do nas samych. Od razu oczywiście może pojawić się w nas wątpliwość, jak to się ma do tego wszystkiego, co widzimy wokół siebie. Jak może być Boże dzieło doskonałe i niezawodne w obliczu tak wielkiego cierpienia i kataklizmów? Problem leży jednak w nas i w tym, co robimy z tą Bożą doskonałością i niezawodnością. Przypomina mi się anegdotka o tym, jak kilku ludzi zamknięto w pustych pomieszczeniach bez okien z dwoma metalowymi kulkami. Poproszono ich, żeby za pomocą tych kul nauczyli się wykonać efektownych, cyrkowych trików. Dwóch pokazało swoje możliwości, ale gdy przyszli do trzeciego powiedział: „jedną kulkę zgubiłem, a druga mi się zepsuła”. Otrzymał doskonałe i niezawodne metalowe kule… tak jest i z nami. Potrafimy zmarnować Bożą doskonałość i niezawodność. Potrafimy z nich źle korzystać, zgubić je i popsuć… dlaczego tak jest? Dlatego, że próbujemy stwarzać i czynić po swojemu! Popatrzcie na Ewangelię, kiedy dokonywały się uzdrowienia, Jezus czasem wydawał ludziom polecenie. Kazał im coś zrobić w ściśle określonej instrukcji, np. dziesięciu trędowatym kazał iść do kapłanów. Oni posłuchali i w drodze zostali oczyszczeni. Człowiekowi z uschłą ręką kazał stanąć na środku synagogi i wyciągnąć tę uschłą rękę. On tak zrobił, mimo że to było bardzo upokarzające, a jego ręka stała się zdrowa. W innym miejscu, w Starym Testamencie, Syryjczyk Naaman wchodzi siedmiokrotnie do Jordanu na polecenie Elizeusza. Dzięki temu zostaje oczyszczony z trądu. Gedeon na polecenie Boga trzystuosobowym oddziałem atakuje znacznie większą armię i wygrywa.

Kiedy robimy to, co Bóg poleci nam robić i tak, jak Bóg poleci nam robić, doskonałość i niezawodność stają się rzeczywistością! Kiedy robimy po swojemu, kończymy jak Adam i Ewa wypędzeni z raju; jak Kain, który musi tułać się bez celu; jak Lot, który zamieszkuje w grzesznym mieście – Sodomie; jak Mojżesz, który musi uciekać z Egiptu po zabójstwie mężczyzny; jak Saul, który stracił panowanie królewskie; jak Samson, pojmany i okaleczony przez Filistynów; jak Piotr, który zdradził trzykrotnie Jezusa. Można by przytoczyć jeszcze wiele innych przykładów. Niektórzy jednak z tych biblijnych bohaterów zobaczyli swój błąd. Zobaczyli, że gdy robią po swojemu, to na wierzch wychodzi ich niedoskonałość, a tym bardziej ich zawodność. Kiedy zaczęli jednak słuchać Boga, tworzyć oraz czynić jak Bóg, działy się wielkie rzeczy. Działy się uzdrowienia, uwolnienia, cuda itd.


Podałem dopiero dwa Boże czasowniki: „stwarzać” i „czynić”. Na razie na tym się zatrzymamy. Warto podjąć refleksję nad tym, jak ja stwarzam i jak ja czynię. Czy czuję jakąś wieź z tym co robię i dla kogo coś robię? A może swoje obowiązki w pracy czy rodzinie robię już tylko mechanicznie i bezemocjonalnie? To dotyczy zarówno podejścia do rzeczy, jak i do ludzi, którzy mnie otaczają. Bóg w narodziny świata wkłada całe serce i tak go stwarza. Tak samo każdą czynność wykonuje z miłością, aby było doskonałe i niezawodne. Od nas pragnie jedynie tego, abyśmy nie robili po swojemu, ale po Bożemu i po Jezusowemu. Słuchając Jego słowa i wykonując Jego polecenia, my również będziemy stwarzać i czynić wielkie, dobre rzeczy. Pochodź z tymi dwoma czasownikami: „stwarzać” i „czynić” i pomyśl, jak one wyglądają w twojej codzienności. 

wtorek, 22 grudnia 2015

Historia Boga

Biblia pełna jest różnorakich bohaterów. Ci wszyscy ludzie, ich historie i przeżycia, niosą ponadczasowe przesłanie. Przesłanie, które dotyczy każdego z nas. Właśnie na tym chciałbym się skupić i odkrywać w życiu każdego napotkanego bohatera coś dla naszego życia.
Chciałem zacząć od Adama – pierwszego człowieka. Ale zorientowałem się, że to nie on jest pierwszym biblijnym bohaterem. Jest nim tak naprawdę Pan Bóg. W Księdze Rodzaju w pierwszym wersecie czytamy: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Na początku wszystkiego jest Bóg: na początku świata, na początku mojego życia, na początku każdej mojej działalności. Czy tego chcę, czy nie – On stoi na początku wszystkiego. Może zapytasz: „a na początku tego, co złe?” Ośmielę się powiedzieć: „TAK!” i zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi w tej „kontrowersji”. Na początku zawsze jest Bóg i robi to, co najlepsze dla nas. Na początku świata, stwarza wszystko co widzimy dzisiaj. Na początku mojego i twojego życia pozwala nam wydać pierwszy oddech, pozwala na nasze pierwsze uderzenie serca. Na początku każdej naszej działalności pozwala rozwijać to, co w nas najpiękniejsze: nasze talenty, umiejętności, zdolności (On zresztą jest również autorem i początkiem tych wszystkich darów). A co ze złem? Gdzie tutaj Pan Bóg stoi na początku? Po pierwsze nie chodzi o to, że Bóg jest autorem zła. On stoi na początku, jeszcze przed tym złem. Zanim ono się do nas przyczepi, Bóg staje na początku i mówi: „z tego drzewa nie jedz” (por. Rdz 2, 17). Zło nigdy nie będzie pierwsze! Pierwszy zawsze jest Bóg! Na pewno nie raz przed swoim grzechem, sumienie ostrzegało cię: „nie rób tego!” To właśnie znaczy, że na początku zła, kiedy ono się rodzi i zaczyna nabierać kształtów, pojawia się od razu nasz dobry Bóg i mówi: „nie rób tego! Przestań!” Reszta należy do nas. Albo odwołamy się do tego, który naprawdę jest od początku, albo uznamy, że Bóg stoi na drugim miejscu.
Widzę wyraźnie, że Bóg jest pierwszy w Biblii nieprzypadkowo. On musi być pierwszy! Inaczej być nie może. Jeśli Bóg nie jest pierwszy w naszym życiu, jesteśmy zgubieni. Od razu coś lub ktoś wciśnie się w Jego miejsce. Pierwsze miejsce może być zajęte tylko przez jedną osobę. To nasze życiowe „krzesło” jest za ciasne dla dwóch. Jeśli na początku wszystkiego, co jest w naszym życiu, zasiądzie Bóg, to zacznie się piękne dzieło stworzenia. Bezład naszego życia zostanie uporządkowany, a życiowe pustkowie przepełni Boża obecność (por. Rdz 1, 2). Bóg zacznie nad naszym życiem wypowiadać słowa stworzenia. W nasze życie naprawdę wstąpi życie! Tego może dokonać tylko Bóg. Przeczytaj dzisiaj historię stworzenia (Rdz 1 i Rdz 2). To nie tylko opowieść o stworzeniu świata. To opowieść o tym, co się dzieje, gdy w moim i twoim życiu na początku wszystkiego stanie Pan Bóg. Warto dzisiaj na modlitwie powtarzać: „na początku Bóg…” (Rdz 1, 1). Świadomie skróć to zdanie, abyś w sercu przeżył tę pierwszą prawdę historii Boga.

środa, 9 września 2015

List św. Jakuba

List św. Jakuba jest pierwszym w zbiorze tzw. listów katolickich. Od razu warto powiedzieć, o którego Jakuba chodzi. Na pewno nie jest to syn Zebedeusza, brat św. Jana. Autor tego listu raczej nie należał do grona Dwunastu.

Treść listu przypomina w swojej strukturze zbiór katechez na istotne tematy związane z chrześcijaństwem. Myślę, że każdemu narzuca się pewien konkret i prostolinijność autora w ważnych dla nas kwestiach. To też pomaga, aby zrozumieć to, co powinno wynikać z naszej wiary. 

Niektórzy zarzucali, że autor listu św. Jakuba prowadzi polemikę ze św. Pawłem. Ten drugi napisał w liście do Rzymian, że jesteśmy zbawieni przez wiarę, a tutaj przeczytamy: "Czy [ sama ] wiara zdoła (...) zbawić?" (Jk 2, 14). Może zrodzić się w czytelniku wątpliwość, czy te dwa listy nie wykluczają siebie nawzajem; czy nie ma sprzeczności w słowie Bożym... nic bardziej mylnego. Zbawia nas wiara w Jezusa Chrystusa - to prawda! To jest darmowy dar Pana Boga, który możemy tylko przyjąć, ale nigdy w pełni zasłużyć. Jednak z prawdziwej wiary wynika życie potwierdzone konkretnymi uczynkami. To one prowadzą nas do zbawienia i pomagają też doświadczyć go innym ludziom.  

Warto na to spojrzeć przez pryzmat naszej codzienności. Kiedy doświadczamy od drugiego wielkiego dobra, bezinteresownego i szczerego - to rodzi się pragnienie odwzajemnienia. Dobro rodzi dobro. Często zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy w pełni się odwdzięczyć, ale robimy wszystko, aby choć namiastkę osiągnąć. Na tym właśnie polegają czyny wypływające z wiary. Dar życia wiecznego nas przerasta i nie mamy nic, co możemy Bogu dać w zamian. Pozostaje w nas jednak żywe pragnienie odwzajemnienia. Im bardziej czynimy dobro, tym to pragnienie staje się głębsze i mocniejsze. To napędza nasze życie i rodzi się w nim coraz więcej dobra, a nasza wiara wydaje owoce. Wiemy, że one są w zasadzie niczym wobec Bożego daru, ale to nam nie przeszkadza w czynieniu dobra pomimo wszystko.

Dlatego też św. Paweł i św. Jakub nie dość, że sobie nie zaprzeczają, ale wręcz przeciwnie - uzupełniają się w rozumieniu tego, czym jest wiara i jak wyraża się w praktyce. Oby lektura tej księgi sprawiła w nas bardziej konkretne życie słowem Bożym.


środa, 2 września 2015

Historia Salomona (cz. 6)

W ósmym rozdziale 1 Krl możemy zachwycić się Salomonem. Po przeczytaniu tego rozdziału, nasuwa się stwierdzenie: "co to za wielki i dobry człowiek..." Jego modlitwa za lud, za królestwo to coś wspaniałego. Po tych wydarzeniach Pan Bóg jeszcze raz objawia się Salomonowi (1Krl 9, 1-9) i obiecuje błogosławieństwo, jeśli będzie Mu wierny. Tak też przez wiele lat panowania się utrzymywało. Bogactwo królestwa nieustannie się pomnażało. Sława Salomona rozszerzała się. Inni władcy, jak np. Królowa Saby (1Krl 10, 1-13) podziwiali go i odwiedzali, aby nawiązać z nim przyjazne stosunki. Wszystko wydawało się w porządku.

Jednak ostatnie lata panowania to niewierność Salomona. Rozdział jedenasty mówi o cieniach panowania syna Dawida. Ożenił się z wieloma kobietami innej narodowości (poligamia była obecna w tamtejszej kulturze) i potem zaczął czcić innych bogów. Można powiedzieć: "czar prysł". Jeszcze tak niedawno przemawiał do ludu, że "jedynie Pan jest Bogiem, a innego nie ma" (1Krl 8, 60), a teraz czci Asztartę, Kemosza, Milkoa. Stawia im posągi naprzeciw świątyni. Totalna zmiana... niestety na gorsze.

Niewierność Salomona będzie miała opłakane skutki... królestwo rozpadnie się. Następni królowie będą coraz bardziej brnęli w niewierność względem Boga.

Szkoda, że historia króla Salomona jest się bez "happy end'u". Popatrzcie, jak wiele dobrego można zrobić, jak dobrym i mądrym w ogóle można być, jak wiele pozostawić po sobie... a i tak samemu się zatracić w grzechu. Gdzie szukać powodu tego upadku? W bogactwie? W zbyt dużej odpowiedzialności, która na nim spoczywała? Być może po części tak jest... myślę jednak, że najbardziej przyczyniła się do tego niezdolność do żalu! 

Po tym, jak zaczął czcić obcych bogów, miał znowu objawienie Jahwe (1Krl 11, 9-10). Zakazał mu to robić, ale Salomon dalej robił po swojemu. Błądzić - rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie - to już diabelstwo. Król Dawid po grzechu okazał skruchę przed Bogiem, Salomon nie chciał tego zrobić. 

W listach św. Pawła jest zapisane takie zdanie: "Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł." (1 Kor 10, 12). Nigdy nie można przestać być czujnym. Cały czas niewiele dzieli nas od upadku i grzechu. Nigdy nie będzie tak, że już nic nas nie zaskoczy. Czy to jednak powód do rozpaczy? Nie - Jezus wszystko już odkupił; wszystkie nasze grzechy - nawet te jeszcze nie popełnione - są zmazane. Jednak jeden warunek musimy spełnić - zachować żal za grzechy! Pewnie nie raz jeszcze upadniemy, ale nie przestawajmy żałować. Żal jest oznaką miłości, żal jest oznaką wiary w Boga, żal jest oznaką zaufania Jego miłosierdziu. Jezus to ktoś więcej niż Salomon - bo nawet w obliczu największych pokus pozostał wierny; wierny aż po krzyż; wierny do końca. Pokazał, że można tego dokonać w ludzkim ciele. Nasza historia ma swój "happy end" - Jezus go wprowadził przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. 

Prośmy więc Boga o czujność, abyśmy "ustali na nogach" i wytrwali w łasce do końca naszych dni.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Historia Salomona (cz.5)

Na Fanpage'u "Biblijny Kwadrans" kończymy powoli czytanie Księgi Przysłów. W związku z tym i historia Salomona będzie zmierzać ku końcowi. Pochylamy się teraz nad 1 Krl 5. Salomon zaprowadza pokój w swoim królestwie. Autor opisuje rozległe tereny jego panowania oraz mądrość, której nikt nie potrafi mu dorównać.

Salomon zatem podejmuje pierwsze kroki w celu zbudowania świątyni. Takie bowiem jest jego powołanie. Jako syn Dawida miał zbudować świątynię w Jerozolimie dla Boga, któremu oddany jest Naród Wybrany i całe królestwo. Salomon kontaktuje się z niejakim Hiramem - władcą Tyru. Prosi go o materiały pod budowę świątyni. 

Widzę w tych opisanych wydarzeniach ciekawe przesłanie:
1. Każdy z nas pragnie pokoju - nie tylko na świecie, ale przede wszystkim w naszym sercu. Przeżywamy też takie chwile w naszym życiu, kiedy ten pokój jest odczuwalny. Warto takie momenty dobrze wykorzystać i rozbudowywać swoje wnętrze; budować świątynię dla Pana. Nieraz bowiem zdarza nam się zaniedbywać osobisty rozwój duchowy, a potem w chwilach kryzysu nie potrafimy czasami sobie poradzić z trudnościami. Ten czas pokoju warto naprawdę dobrze wykorzystać dla swojego rozwoju. Jak?
2. Szukając swojego osobistego "Hirama". Jego imię oznacza z hebrajskiego: "brat pełen radości". Potrzeba nam zatem przyjaciela, kierownika, pomocnika w naszych planach rozwoju ducha. Podtrzymywanie takich relacji, dzielenie się wiarą poprowadzi budowę naszego wnętrza do przodu. Salomon potrzebował Hirama i bogactw rejonu, w którym panował. My potrzebujemy siebie nawzajem i bogactwa które jest w każdym z nas, aby nasze ciało prawdziwie stało się świątynią Ducha Świętego, w którym On właśnie zamieszka i ożywi nasze wnętrze. 
3. W 1 Krl 6-7 opisana jest budowa świątyni. Zobaczymy, że Salomon nie oszczędzał, ale dawał to co najlepsze dla Boga. Warto o tym pamiętać przy budowie swojego wnętrza i pytać siebie, co jest najlepsze dla Boga. Na tym bowiem polega wzrost duchowy i ludzki. Nie oszczędzajmy w naszym rozwoju duchowym i dawajmy Bogu to, co najlepsze. Budowa świątyni była wielką i z pewnością ciężką inicjatywą. Trudny jest również wzrost duchowy, ale jest osiągalny! Nie ustawajmy i dążmy do niego.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Historia Salomona (cz. 4)

Salomon ustanawia administrację państwową. Czytamy o tym w 1 Krl 4. Rozdziela każdemu obowiązki, aby cały kraj mógł dobrze funkcjonować. Najwięcej miejsca autor poświęca nadzorcom, odpowiedzialnym za wyżywienie króla i jego dworu. Ustanawia ich dwunastu. Każdy z nich przez jeden miesiąc ma dostarczać żywność dla władcy Izraela. 

Każdy fragment Pisma Świętego niesie ze sobą przesłanie. Co daje nam ten czwarty rozdział? Co do mojego życia ma ustalanie porządku w królestwie Salomona? Nie chcemy ominąć nawet subtelnej treści, którą Bóg chce nam przekazać.

Liczba "12" ma w Biblii swoją symbolikę. Tak o tym pisze ks. Paweł Siedlanowski:
„DWANAŚCIE” - należy do liczb porządkujących, ale sugeruje porządek Boży, doskonały, obejmujący wszystkich. I tak: mamy dwanaście pokoleń Izraela oraz dwunastu Apostołów.
W Apokalipsie św. Jana końcowa liczba, będąca iloczynem mnożenia 12x12x1000, daje 144 tysiące opieczętowanych (Ap 7). Oznacza to, że w zamyśle Bożym zbawieni mają być wszyscy ludzie. Dwanaście jest również liczbą „konstruktywną” w opisie Nowego Jeruzalem (Ap 21). Wieniec z dwunastu gwiazd zdobi głowę Niewiasty jako Królowej (Ap 12,1).

Nasuwają mi się dwa wnioski na podstawie tego tekstu i tej symboliki:
1. Salomon porządkuje swoje królestwo. Czy ja tak samo podchodzę do swojego życia? Czy staram się nieustannie dążyć do porządku, do doskonałości? To nie jest jednorazowy wysiłek i może dlatego tak łatwo czasem z niego rezygnujemy. Z różnych powodów - bo się nie udaje, bo się nie chce, bo brak nam siły i motywacji... dużo tego jest. Salomon pokazuje, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje życie - takie, jakie ono jest. On był królem - miał więc do porządkowania coś więcej niż swoje mieszkanie czy podwórko... nie ma co się wymawiać od pracy nad sobą. Kiedyś usłyszałem od jednego zakonnika mądre zdanie: "Nie męczymy się tym, co mamy zrobić, ale męczymy się samymi sobą". 

2. Tak, jak Salomon ustanowił dwunastu nadzorców, tak Jezus ustanowił Dwunastu Apostołów. Mieli oni co prawda inne zadanie, ale nasuwa się kolejny wniosek. Ja jestem przez Boga wezwany do porządkowania Jego królestwa. W jaki sposób? Poprzez świadectwo dobrego życia, dzielenie się wiarą i czynienie dobra. Dostałem zarząd nad pewnym skrawkiem Bożego królestwa, jak ludzie Salomona nad terenami Izraela. Co jest tym skrawkiem i gdzie są jego granice? To moje życie, moje ścieżki, miejsca w których się pojawiam. Czasem może się wydawać, że w Królestwie Bożym to my - szaraczki - nie mamy żadnego znaczenia. Nic bardziej mylnego! My jesteśmy dziedzicami królestwa. Mamy zadanie do wykonania! Dostaliśmy zarząd nad królestwem Boga i tam gdzie jesteśmy, mamy je pielęgnować i porządkować. Bóg nas potrzebuje i nas do tego powołuje. "Czemu sam tego nie zrobi?" - zapytasz. Apostołowie nie zadawali takich pytań po zmartwychwstaniu, ale szli i przez ich ręce Bóg działał. Łatwo jest powiedzieć, że ktoś musi się tym zająć. Tak trudno jednak przyznać się, że zaniedbuję swoją odpowiedzialność nadaną mi przez Boga. A z tego kiedyś będę musiał zdać sprawę... jak więc wykonuję to, co do mnie należy: w domu, w pracy, w drodze, w Kościele? To są ważne pytania, które trzeba sobie zadać.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Historia Salomona (cz. 3)

Pan Bóg spełnia prośbę Salomona i obdarowuje go mądrością. Powiedział do niego: "poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie" (1 Krl 3, 11-12).
Po tym wydarzeniu opisane jest wydarzenie, gdzie Salomon mógł skorzystać z daru otrzymanego od Boga. Historia związana z dwoma nierządnicami i dzieckiem jednej z nich (1 Krl 3, 16-28) może wydawać się nieco dziwna. Można by pomyśleć: "Nierządnice? Przecież jest mnóstwo ważniejszych spraw niż takie..." Ale Salomon pokazuje nam zupełnie co innego. Dla niego każda sprawa jest istotna. Tym bardziej, że w tym przypadku chodzi o dziecko - nowe życie, które pojawiło się na świecie. Królowi udaje się rozstrzygnąć spór. Dziecko wraca do właściwej matki i sprawa kończy się pomyślnie.

Po co jest nam dany taki epizod z historii Salomona?
Jezus mówi o sobie, że jest kimś więcej niż Salomon (por. Mt 12, 42; pewnie jeszcze niejednokrotnie do tego wrócimy). To znaczy, że istnieje powiązanie między Salomonem a Jezusem. Ten pierwszy, jak król Izraela zapowiada Jezusa - prawdziwego Króla całego wszechświata. Skoro więc Salomon nie zbagatelizował sprawy dwóch nierządnic, to i Jezus nie odwróci się od naszych spraw. On ciągle szuka rozwiązania naszych problemów. My też niejednokrotnie popełniamy błędy, grzeszymy, ale to nas nie dyskredytuje przed Bogiem. Możemy do Niego przyjść, szukać pojednania i pomocy w tym, co nas przerasta.

Jezus posiada mądrość nieskończenie większą niż nasza i chce nam pomóc.

Wypływa z tego również przesłanie dla naszego osobistego życia. My też nie możemy bagatelizować problemów drugiego człowieka. Ciągle jest ryzyko, że będziemy pomagać tym, których lubimy. A co z całą rzeszą ludzi pogubionych życiowo, którzy niejednokrotnie proszą nas o pomoc - choćby o kromkę chleba? Czy ich nie omijamy, czy nie bagatelizujemy ich spraw i potrzeb? To są trudne pytania, ponieważ dotykają istoty chrześcijaństwa, jakim jest miłosierdzie. Uczmy się postawy Salomona, postawy Jezusa, których serce było gotowe i otwarte na innych.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Historia Salomona (cz. 2)

Salomon zostaje królem! Wielkie zadanie mu przypadło. W trzecim rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej (1 Krl 3, 4-15) jest opisany niezwykły sen Salomona. We śnie spotyka się z Bogiem, który mówi, aby poprosił Go, czego najbardziej pragnie. 
Wtedy Salomon wspomina, jak Bóg dobrze obchodził się z Jego ojcem, Dawidem; jak mu błogosławił w rządach nad całym królestwem. Potem prosi Boga o serce pełne rozsądku, aby mógł dobrze rozstrzygać sprawy, które go spotkają podczas panowania. Stwierdza przed Bogiem, że brak mu doświadczenia, bo jest bardzo młody i dlatego najbardziej potrzebuje mądrości. 
Ten intrygujący sen niesie za sobą ważne przesłanie dotyczące naszych próśb, które zanosimy nieustannie do Boga. Jak one wyglądają? Czy są w jakiś sposób podobne do modlitwy Salomona? 
On pokazuje też, że przed Bogiem trzeba stanąć w prawdzie. Niejednokrotnie nowa odpowiedzialność zmienia człowieka. Czasami nawet stwierdzamy w takich sytuacjach, że nie potrzebujemy niczyjej pomocy; że nikt nie będzie mnie pouczał, jak być dobrym pracownikiem, uczniem, studentem, mamą, tatą, dzieckiem itd. Nosimy w sobie mnóstwo blokad i nieraz alergicznie reagujemy na czyjąś dobrą radę, próbę pomocy. Salomon od razu przed Bogiem stwierdza: "brak mi doświadczenia". Inaczej moglibyśmy powiedzieć: "Nie wiem, jak być dobrym królem, Boże pomóż mi". Nie jesteśmy alfą i omegą, nie potrafimy przewidzieć, co nas spotka i jak na to zareagujemy. Ale możemy stanąć w prawdzie o sobie, że wszystkiego nie wiem i nie będę wiedzieć do końca. Dużo jednak można osiągnąć, jeśli nasze serce nie będzie zblokowane na Boga i drugiego człowieka. 
Ciągle stajemy w obliczu różnorakich wyzwań w naszym życiu. Salomon pokazuje, o co prosić: serce pełne rozsądku. Po co? Aby nikogo nie zranić, aby siebie nie ranić, aby Boga nie ranić. 

Co jest ciekawe, w opisanej historii Salomon chodzi po różnych wysokich wyżynach, składając ofiary Bogu. Po tym śnie również składa ofiarę, ale już przed Arką Przymierza, gdzie był Dekalog - 10 słów Boga do człowieka. To też coś nam pokazuje... nieraz chodzimy w wiele różnych miejsc próbując odnaleźć Boga. Szukamy takich miejsc, gdzie poczujemy że ziemia wręcz styka się z niebem. Tymczasem słowo Boże jest naszą osobistą Arką Przymierza, gdzie Bóg na nas czeka i chce mówić do naszego serca. Salomon zrozumiał to po spotkaniu z Bogiem we śnie. My w tym możemy odnaleźć morał i inspirację dla naszego życia. Właśnie to na nowo chcemy odkrywać i nasycać nasze serce. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Historia Salomona (cz.1)


Cała historia, w jaki sposób Salomon doszedł do panowania królewskiego, jest intrygująca. Warto ją prześledzić i też odszukać jakiś morał całej tej historii dla naszego życia. Jest ona zapisana w 1 Krl od 1 do 11 rozdziału. Prześledzimy więc powoli poszczególne wydarzenia związane z życiem Salomona. Jest to - jak wierzymy - słowo Boga do każdego z nas, więc na pewno kryje w sobie jakąś wartość do odkrycia. Oby Duch Święty pozwolił nam ją odkryć.

Imię Salomona z języka hebrajskiego oznacza "człowiek pokoju". Jego matką była Batszeba, dawna żona Uriasza, którego Dawid podstępnie zabił. 

Kiedy zaczynamy wchodzić w historię Salomona, to zobaczymy, że prawnie tron mu się nie należał. Nie był on najstarszy, ale drugi w kolejności wiekowej jako dziedzic po królu Dawidzie. Ówczesnym najstarszym synem Dawida był Adoniasz (hebr. "Panem jest Jahwe") i to on w ostatnich dniach życia swojego ojca - jak podaje słowo Boże - "wynosić, mówiąc: Ja będę królować" (1Krl 1, 5). Może właśnie ta wyniosłość Adoniasza sprawiła, że królem nie został i marnie skończył swój żywot. Dawid też był pobłażliwy dla takich postaw i nigdy go nie upomniał.

Zaczęła się więc walka o tron, ostatecznie wygrana przez Salomona. Co ciekawe, nie ma opisanych żadnych starań Salomona. Wszystkie sprawy załatwia jego matka. Być może jest tak dlatego, że Salomon był bardzo młody. Efekt jednak pozostaje taki sam - Salomon zostaje królem Izraela. Potem umacnia swoją władzę, eliminuje wszelką konkurencję i zaczyna rządzić krajem.

Czy żyję tym, co mnie określa? To pytanie warto sobie postawić, wczytując się w początek historii Salomona. Adoniasz, którego imię stawiało Boga na pierwszym miejscu, siebie postawił w tym miejscu. Salomon, dokąd mógł i potrafił, starał się być człowiekiem pokoju. My natomiast jesteśmy chrześcijanami, braćmi i siostrami Jezusa, dziedzicami królestwa Bożego. Jak korzystam z tej godności: stawiam siebie na pierwszym miejscu czy jestem siewcą pokoju wokół mnie? Dlatego też zapewne Salomon zapisał: "Przed porażką - wyniosłość, duch pyszny poprzedza upadek" (Prz 16, 18) a w innym miejscu: "Człowieka poniża jego pycha, pokorny zdobędzie uznanie" (Prz 29, 23).


środa, 5 sierpnia 2015

Wprowadzenie do Księgi Przysłów

KSIĘGA PRZYSŁÓW

Pierwszy werset tej księgi wskazuje na autora Księgi. Wydaje się, że jest nim tylko i wyłącznie król Salomon. W innym miejscu, a dokładnie w 1 Księdze Królewskiej jest zapisane, że wypowiedział on ok. 3000 przysłów! (5, 12). Całość jednak Księgi i jej zróżnicowanie wskazuje na to, że długo trwał proces jej powstawania, a przez to posiada różnych autorów przysłów, których mądrość została w niej zawarta. Niektóre przysłowia, zdania i myśli są bardzo podobne w tradycji egipskiej i mezopotamskiej, ale mimo to zachowują swoją oryginalność, choćby przez to, że wyrażają wiarę w jednego Boga.
Po co zostały one spisane? Aby człowiek mógł bardziej podobać się Bogu. Te przysłowia mają mu w tym pomóc. Może stać się i dla nas duchowym rozwojem. Z jednej strony chodzi więc tutaj o nasz wysiłek osobisty. Z drugiej jednak strony warto pamiętać o pewnej historii z życia Salomona. Przeczytasz o niej w 1 Księdze Królewskiej 3, 1-15.

Ta scena pokazuje, że to Bóg jest dawcą mądrości. Nie wystarczy więc tylko praca nad sobą, ale też pokorna prośba o pomoc ze strony Boga. Tak uczynił Salomon i został obdarowany. To samo może się stać również i w Twoim, i w moim życiu. Warto więc w trakcie lektury Księgi Przysłów, aby ta modlitwa nie znikała z naszych serc.

Biblijny kwadrans

Słowo Boga lubi być w ruchu. We wnętrzu człowieka, między ludźmi. Na modlitwie, między człowiekiem a Bogiem i na odwrót. Ono jest ciągle w ruchu. Odczułem takie pragnienie, żeby na kolejny sposób nadać ruch temu słowu, które zbawia. Przede wszystkim w moim życiu, ale też w życiu drugiego człowieka. Postanowiłem przy tym skorzystać z tej formy komunikacji, jakim jest Internet. Za cel postanowiłem sobie, aby słowo Boga mogło być jeszcze lepiej poznane przez człowieka. Jest to głębia, której nie widzę i nie zobaczę na jeden raz, ale etapami mogę ją poznawać i penetrować. Wierzę, że przy pomocy Bożej i pod natchnieniem Ducha Świętego to się uda.